Żaden wielki malarz nie poświęcił czarownicom tyle uwagi co Francisco Goya. Jego sabaty, wiedźmy i Wielki Kozioł to jednak nie kroniki zabobonu — to lustro, w którym Hiszpania przełomu XVIII i XIX wieku miała zobaczyć własne ciemności.
Sabat czarownic i Wielki Kozioł
W serii gabinetowych obrazów z 1798 roku Goya namalował m.in. Sabat czarownic: krąg wiedźm oddaje hołd koźle-demonu uwieńczonemu liśćmi, podając mu wychudzone niemowlęta. Księżyc, nietoperze, groteskowe twarze — cała maszyneria grozy podana jest z jadowitą ironią. Ćwierć wieku później, w „czarnych malowidłach” z Domu Głuchego, temat wróci w wersji monumentalnej i już zupełnie pozbawionej uśmiechu.
Przeciw zabobonowi, nie o magii
Klucz do tych scen dają Kaprysy — ryciny z podpisami w duchu Oświecenia, w tym słynne motto: „Gdy rozum śpi, budzą się potwory”. Czarownice Goi to satyra na ciemnotę, strach i tych, którzy na strachu żerują: cudotwórców, fanatyków, inkwizytorów. Malarz nie wierzył w wiedźmy — wierzył, że najgroźniejsze demony lęgną się w ludzkich głowach.
Goya malował czarownice, żeby pokazać, że prawdziwy sabat odbywa się za dnia — tam, gdzie śpi rozum.
O demonologii mistrza
Gdzie zobaczyć te dzieła?
Sceny czarownicze z 1798 roku ogląda się w madryckim Muzeum Lázaro Galdiano, „czarne malowidła” — w Prado, a Kaprysy w gabinetach rycin na całym świecie. Razem tworzą najbardziej sugestywny traktat o ciemnej stronie człowieka w całej sztuce.
Zlecenie księżnej i cień inkwizycji
Sześć „scen czarownic” z 1798 roku zamówiła księżna Osuny — przedstawicielka oświeconej arystokracji, kolekcjonerka i mecenaska — do podmiejskiej rezydencji El Capricho. Obrazy wisiały więc w salonie ludzi, którzy z zabobonu drwili; były czymś w rodzaju gabinetu osobliwości rozumu, wyśmiewającego ciemnotę.
Ironia historii: kilka lat później sam Goya musiał tłumaczyć się przed inkwizycją — nie z czarownic, lecz z Mai nagiej. Doświadczenie to pogłębiło jego niechęć do fanatyzmu, która w „czarnych malowidłach” osiągnie already poziom rozpaczy: tam sabat nie jest już satyrą, lecz portretem ludzkości. Droga od uśmiechu księżnej do ścian Domu Głuchego to być może najciemniejsza ewolucja w historii sztuki.
Najczęściej zadawane pytania
Czy Goya wierzył w czarownice?
Nie — jego sceny to oświeceniowa satyra na zabobon i strach, nie zapis wierzeń.
Co oznacza Wielki Kozioł?
Wcielenie demona z ludowych wyobrażeń sabatu — u Goi symbol ciemnoty, której ludzie sami oddają hołd.
Podsumowanie
Czarownice były u Goi tylko wstępem — pełnia mroku przyszła później. Poznaj ją w artykule o czarnych obrazach Goi i zobacz najsłynniejsze obrazy świata.